Wolna Polska

Krystian lat 33

„Rodzina Krystiana N. od dawna figuruje w policyjnych rejestrach. Tuż przed rozwiązaniem jego matka Maria N. opuściła bezprawnie miejsce zameldowania uciekając przed wprowadzonym przez nasz resort Nadzwyczajnym Programem Szczepień Obowiązkowych i Badań Przesiewowych chłopców dla lat dwóch narażając w sposób skrajnie nieodpowiedzialny życie młodocianego syna. Zgodnie z Ustawą o Przeciwdziałaniu Przemocy w Rodzinie podjęliśmy zdecydowane kroki. Wszystkie dzieci są naszym wspólnym skarbem i nieprzemyślane działania zacofanych rodziców nie będą tolerowane.” – mówi Marian Herod, Minister Życia.

W aktach sprawy liczących czterdzieści i cztery tomy widnieje szczegółowo opisana sprawa Franciszka Łazarza, rzekomo cudownie uzdrowionego przez Krystiana N. „Stosowanie niedozwolonych i naukowo niepotwierdzonych procedur medycznych przez domorosłych znachorów jest niedopuszczalne i społecznie niebezpieczne. A gdyby tak każdy zamiast chodzić do akredytowanej jednostki NFZ leczył się u nawiedzonego sąsiada? Na jakie ryzyko Krystian N. naraził Łazarza swoim nieprzemyślanym zachowaniem?” – pyta poruszony przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia.

Krystianowi N. udowodniono również zdewastowanie galerii handlowej w Jerozolimie oraz szereg przestępstw karno-skarbowych. „Nie posiadając odpowiedniej licencji i bez zgłoszenia działalności Krystian N. dostarczał napoje alkoholowe nieznanego pochodzenia podczas wesela w miejscowości Kana narażają tym samym skarb państwa na znaczne straty. Takie zachowanie jest po prostu świństwem wobec pozostałych podatników, którzy w uczciwy sposób rozliczają się z fiskusem. Dzięki obywatelskiej postawie niejakiego Judasza skierowaliśmy wniosek do terenowego oddziału Sanepidu o sprawdzenie warunków higienicznych lokalu, w którym Krystian N. organizował swoją ostatnią kolację. Wedle relacji świadków lokal nie spełniał minimum wymagań HACCP oraz PPOŻ. Znany jest również przypadek przyjęcia przez Krystiana N. znacznej korzyści majątkowej od trzech wysłanników wrogich mocarstw.” – relacjonuje przedstawiciel magistratu.

Przewodniczący Komisji Rektorów Szkół Wyższych, Jan Faryzeusz podkreśla „Nauczanie młodzieży to wielka odpowiedzialność i musi być prowadzona przez nadzorowane instytucje zatrudniające wykwalifikowaną kadrę dydaktyczną. Krystian N. głosząc swoje wywrotowe poglądy „na ulicy”, nie posiadając żadnych kwalifikacji nie pozostawił nam wyboru. W tej sprawie uzyskaliśmy pełne poparcie Związku Zawodowego Nauczycieli, którzy wyrazili swoje zaniepokojenie możliwością otwartego dostępu do tak wyjątkowego zawodu, jakim jest zawód nauczyciela. Musieliśmy natychmiast skierować do prokuratora Piłata zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.”

Infantylne i populistyczne hasło „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” jak powszechnie wiadomo jest niebezpieczną utopią. W nowoczesnym państwie sprawna armia prowadząca stałe prewencyjne interwencje pokojowe nie może tolerować antypatriotycznych nawoływań pacyfistów. Tym razem sprawiedliwości stało się zadość. Krystian K. usłyszał wyrok. Państwo zdało egzamin.

Monika Szmalcownik, „Prawdy”, TVM

Do syna Józefa Cieślaka

Wreszcie koniec wolności!

Naddatnicy – elitarna warstwa klasy pracującej powstała na bazie podatników w drugiej dekadzie XXI wieku w wyniku Wielkiego Spowolnienia. Podczas I plenum KC Europejskiej Partii Przyspieszenia Najszybszy Komisarz podjął rewolucyjną podówczas decyzję o pokonaniu bariery 100% opodatkowania. Powołani przez plenum naddatnicy, poza przekazaniem 100% swoich dochodów do Najszybszej Kasy zobowiązywali się również do świadczenia darmowej pracy na rzecz Partii, w wysokości nawet do 90% pozostałego wolnego czasu. W początkowym okresie, w wyniku kłamliwej propagandy wrogich imperiów: Wolnej Szwajcarii oraz Wolnego Wielkiego Księstwa Liechtenstein, naddatnictwo rozwijało się wolno. Przyspieszenie nastąpiło po wprowadzeniu szybkich i jednocześnie dobrowolnych (operujący dobierani byli na zasadzie pełnej dobrowolności z grona partyjnych wolontariuszy) operacji neurochirurgicznych dofinansowanych ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Restrukturyzacji i Modernizacji Umysłu. Po wprowadzeniu naddatnictwa wśród ekspertów i autorytetów  szybko nastała jednomyślność co do wyższości gospodarki szybkorynkowej opartej o naddatnictwo nad zacofanym i – z samej natury wolniejszym –  wolnym rynkiem. Dzięki likwidacji wolnego czasu, pozostały uległ korzystnemu przyspieszeniu.

Milczenie gęsi

Leon był dorodnym i inteligentnym knurem. Dzięki swoim talentom już od 40 lat kierował Firmą.

- Jestem sfrustrowany, cholernie sfrustrowany – stęknął Leon. Przez ostatnie lata gęsi zgromadziły mnóstwo pieniędzy, do których nadal nie mamy dostępu. Gromadzą je w skarpetach, dwa razy zastanowią się zanim coś wydadzą, a gdy już nadchodzi ich czas, przekazują cały dorobek dzieciom. Mimo, że co noc je skubiemy, to one dzięki swojemu sprytowi i pracowitości cały czas się dorabiają.
Bolo, jedyny zaufany współpracownik Leona, wylegiwał się jak zwykle o tej porze w swoim luksusowym czerwonym chlewiku.
- To proste. Nałóż na nie 50% podatek od spadków. One są tak głupie, że będą harowały w pocie czoła, a na koniec i tak połowa ich majątku wpadnie do kasy Firmy.
Prostak – pomyślał Leon. Wierny, bezgranicznie posłuszny, sympatyczny nawet, ale prostak.
- Te twoje pomysły. Gęsi są głupie, ale nie aż tak. Zorientują się, że to rozbój w biały dzień. Przy okazji mogą zauważyć, że skubiemy je bardziej niż się im wydaje i nasza Firma popadnie w poważne tarapaty.
- No to nie zabieraj im od razu 50% tylko w małych kawałeczkach – tak jak zawsze to robimy.
Leon skrzywił się z niesmakiem na kolejny prostacki pomysł. Że też ja od tylu lat go utrzymuję – pomyślał.
- Czekaj, czekaj! – Zawołał podniecony. Dawaj mi tu ołówek, szybko! 45% – zawołał rozbudzony Leon. 45%! Jesteś genialny! Posłuchaj. Załóżmy, że gęś ma 100 złotych. Co roku będziemy jej odbierać 2,5%. To przecież nie wiele. Po 25 latach gęś będzie chciała przekazać swój majątek dzieciom i zamiast 100 złotych będzie miała już tylko 55 złotych. Ubędzie jej przez jedno pokolenie 45%! 45%!
- Fiu, fiu – zagwizdał Bolo. Ja nigdy nie byłem dobry w liczeniu tych procentów od procentów od procentów. Rzeczywiście tyle to wyszło? – zapytał zaskoczony i jednocześnie dumny ze swojej spontanicznej propozycji.
Ryj Leona się znowu zmarszczył i przybrał zatroskany wyraz.
- One przecież nie łykną kolejnego podatku. Będzie wielka awantura. To nie przejdzie.
- To użyj innego słowa. Po prostu niech to się nie nazywa podatek. Wymyśl coś co brzmi mądrze, tajemniczo i tak trochę z obca.
- Bolo – ty naprawdę jesteś geniuszem. Że ja wcześniej na to nie wpadłem. Nazwiemy to „inflacja”. To brzmi mądrze, tajemniczo i tak trochę z obca.
- Słuchaj Leon, jeśli to ma działać to musisz utworzyć nową agendę policji, która będzie pilnowała naszych celów biznesowych. Jeśli puścisz temat w samopas to wyjdzie lipa.
Ale Leon nie bez powodu od 40 lat kierował Firmą. W jego bystrym umyśle już powstał szczegółowy i długofalowy plan.
- Powołamy Firmowy Bank Centralny a przy nim Radę Polityki Pieniężnej. Radzie wyznaczymy ustawowy cel inflacyjny. Rada będzie pracować nad tym, by inflacja co roku wynosiła 2.5%. Będzie produkowała inflację. Firmowy Bank Centralny zawsze w razie potrzeby dodrukuje pieniędzy i tym samym spowoduje, że pieniądze przechowywane przez gęsi w skarpetach stracą na wartości.
- Chcesz to tak jawnie wszystko załatwić? Nie lepiej dać to zadanie którejś z naszych tajnych agencji? – zapytał zdziwiony Bolo.
- Oczywiście. Słyszałeś, by któraś z gęsi czytała ustawy? One muszą zapieprzać od świtu do nocy, by zarobić na życie. Gdy już wrócą z pola to padają przed telewizorem, a wtedy my możemy je dokarmić naszą wizją świata. Dla pewności  nasi profesorowie rozpowszechnią teorię, że inflacja jest korzystna dla gęsi. Te stare pierdoły naukowe są na naszej liście płac, więc powiedzą i zrobią co im każemy. A gdy któryś podskoczy to nie dostanie grantu na swoje „badania naukowe” i koledzy z pracy go usmażą bez naszej pomocy. No więc nasi profesorowie powtórzą gęsiom tysiąc razy, że inflacja działa stymulująco, pozytywnie, korzystnie.  Że gęś zamiast trzymać gotówkę w skarpecie, dzięki inflacji, zainwestuje, przekaże majątek przedsiębiorcom i cała gospodarka na tym skorzysta.
- Weźmy im wszystko co zarobią, a nie tylko 2.5% rocznie – zaśmiał się rubasznie Bolo – to ci dopiero będzie stymulacja. Stymulacja jak jasna cholera – zaśmiał się dławiąc zajadaną breją Bolo.
- Dodatkowo stworzymy wrażenie, że inflacja tak jak inwazja stonki, susza, gradobicie czy powódź – całkowicie od nas nie zależy. Jestem pewien, że gąski to łykną. A my będziemy mogli wysupłać dodatkowy budżet na walkę z inflacją. Jedną ręką będziemy produkować inflację, a drugą ją zwalczać. Firma zarobi podwójnie!
- No nie wiem Leon – zatroskał się Bolo. Tak to wszystko grubymi nićmi szyte … Łykną to?
Ale Leon już nie słuchał. Wiedział, że łykną i zrozumiał jak doniosłego odkrycia właśnie dokonał.

Terroryzm na bliskim wschodzie

Kochana Marleno,

Już dwa tygodnie mijają od czasu, gdy nasz kontyngent wylądował na tej nieludzkiej ziemi. Wszystko tu obce, inne. Tubylcy ubrani w łachmany całkowicie niepodobni do nas. Prymitywne rysy, głupawe twarze. Brudne, bose i chuderlawe dzieci. Slumsy zamiast domów. Nie ma porządku i cywilizowanego ładu panującego w naszej ojczyźnie.

Ataki samobójcze się nasilają. Te zwierzęta – bo trudno nazwać ludźmi tych, co małe dzieci prowadzą na pewną śmierć – nie znają żadnych granic. Stworzyli bataliony bojowników w wieku małego Alexa. Uzbrojeni w prymitywną broń szturmują podstępnie nasze posterunki. Jak walczyć z kimś, kto się nie boi śmierci?

I wszechobecny fanatyzm religijny. Przed każdą akcją samobójczą modlą się do swojego boga i w imię boga idą na pewną śmierć. Ileż cierpienia ludzkiego przynosi prymitywny fanatyzm i modlitwy do nieistniejących bóstw? Iluż naszych dzielnych chłopców zginęło przez te bestie manipulowane przez przywódców religijnych? Teraz w pełni doceniam całkowite oddzielenie państwa o religii w naszej ojczyźnie.

Gdyby bóg istniał to na pewno nie dałby tym dzikim ludom wspaniałej ziemi i cennych zasobów naturalnych, które należą się nam. To my stworzyliśmy przemysł, to nasi rodacy dokonali największych odkryć naukowych w ostatnim stuleciu. To nasi kompozytorzy i poeci stworzyli największe dzieła. Czy te dzikusy potrafią coś poza płodzeniem dzieci? Tylko my w pełni wykorzystamy bogactwa tej ziemi. Niesiemy tubylcom płomień cywilizacji, najnowsze technologie, nowy sposób organizowania państwa. Ludy te są jednak zbyt prymitywne, by okazać wdzięczność i otwarcie przyjąć naszą pomoc. Wyciągniętą w przyjaźni dłoń odcinają.

Czasami nachodzą mnie wątpliwości. Czy to co robimy ma sens? Czy warto poświęcać kwiat naszej młodzieży dla kolejnej misji w regionie? Gdy jednak patrzę na obce, pełne nienawiści i wrogości twarze to wątpliwości mijają. Wiem, że jesteśmy winni światu zaprowadzenie porządku na tej ziemi. Jeśli będziemy bierni to dzikusy prędzej czy później wyprodukują broń zagrażającą naszej cywilizacji. Nie możemy do tego dopuścić. Musimy uparcie – nawet za cenę własnego życia – nieść płomień cywilizacji zachodniej w kolejnym kraju tego nieprzewidywalnego, wschodniego regionu.

Tęsknie za Tobą. Nie mogę się doczekać, kiedy razem z Alexem znów będziemy spacerować po naszym zielonym parku chłonąc zapachy i dźwięki wiosny. Tu jedynie kurz, upał i czająca się za każdym rogiem śmierć.

Zawsze Twój Hans.

szeregowy Hans Wolf

Warszawa, 1 września 1944

Czwarty filar

Marta drżącą ręką wyciągnęła ostatnią jeceptę. Nadal była roztrzęsiona i nie mogła dojść do siebie po ostatniej wizycie u dietetyka. Wybłagała niebieską, w pełni refundowaną przez Narodowy Fundusz Sytych. „Dla pacjentów o przewlekłej dysfunkcji głodowej: 30 dkg. białka w proszku o smaku schabowego oraz saszetka cukru”. Nie miała już ani grosza, a Kubuś zaczął niepokojąco kaszleć. Czy to już koniec? Czy ją i synka czeka przedwczesne skierowanie do Czwartego Filaru? W zasadzie powinna być szczęśliwa ale czuła niepokój. Nie mogła opanować drżenia rąk.
- Kiedyś synku jedzenie można było kupić bez jecepty.
Kuba był niewysokim sześciolatkiem. Mimo swojej drobniutkiej postury i ziemistej cery jego smutne zazwyczaj oczy wydawały się nadzwyczaj bystre, pełne zrozumienia.
- Czyli można było wejść do dieteki i kupić co się chce? Nawet dziesięć kostek czekolady?
- Tak kochanie. Wtedy jeszcze na dieteki mówiono sklepy czy supermarkety. Były nawet cukiernie, w których sprzedawano tylko słodycze.
Źrenice Kuby się rozszerzyły. Jego oczy rozbłysły na moment, a blade policzki nabrały ledwo zauważalnego rumieńca. Pan dietetyk ostatni raz na Uniołka rok temu zapisał mu kostkę czekolady.
- Sklepów było bardzo dużo, w każdym były inne ceny, inne produkty. Panował niewyobrażalny bałagan i ludzie byli zagubieni. Często kupowali produkty niezdrowe, które powodowały otyłość oraz wiele potwornych chorób: alkoholizm, cukrzycę, alergie. Inni kupowali zbyt dużo i jedzenie się marnowało.
- Jedzenie się marnowało!? Każdy mógł kupić co chce? Kuba tego nie pojmował.
Trzeba było ten bałagan uregulować. Wprowadzono Komisję Nadzoru Żywieniowego, która na początek wydawała Zalecenia Jadłospisowe. Okazało się jednak, że ludzie wciąż byli zbyt nieodpowiedzialni i mimo surowych grzywien ignorowali Zalecenia KNŻ.
Gdy nastał Wielki Kryzys wydawało się, że sprawdziły się apokaliptyczne wizje Jana. Wszyscy bali się wojny, załamania rynków, rozpadu Unii. Do tego doszło ożywienie faszystów nawołujących do niepodległości, do oderwania od Unii. Straszne czasy! Przez okrągły rok telewizja, gazety i Internet wypełnione były co raz to gorszymi zapowiedziami nadchodzącej katastrofy. Gdy już wydawało się, że koniec nadszedł, bierny dotychczas premier powiedział twardo „dość!”. Nastał czas śmiałych czynów. Ze względu na bezprecedensową, nadzwyczajną sytuację i potworne zagrożenie cała władza została tymczasowo przekazana Partii, która niezwłocznie wprowadziła pakiet śmiałych i postępowych reform. Powołano darmową służbę żywienia i od tej pory ludzie nie musieli się już sami martwić o jedzenie. Był to wielki skok cywilizacyjny, epokowy wynalazek naszej Partii, który natychmiast rozprzestrzenił się w całej Unii. Po raz pierwszy każdy, nawet ten najbiedniejszy miał prawo do darmowego jedzenia. Teraz wydaje się to oczywiste, ale w tamtych ciemnych czasach był to rewolucyjny pomysł. Wreszcie państwo w pełni zaopiekowało się zwykłym człowiekiem. Nastał XXII wiek.
Ze względu na nadzwyczajną sytuację i ogromny dług publiczny Zakład Ubezpieczeń Społecznych wprowadził Leczenia Planowe oraz Czwarty Filar, obowiązkowy po przekroczeniu 65 lat. Tradycją corocznych zjazdów Partii stało się obniżanie wieku przechodzenia do Czwartego Filaru, który dziś wynosił już tylko 45 lat.
Leczenia Planowe zastąpiły doraźne konsultacje lekarskie. Zamiast leczyć pacjentów po wystąpieniu choroby wprowadzono idealną prewencję. Każdy obywatel był kierowany na jeden dzień w tygodniu do szpitala. Podczas całodobowej narkozy analizowano stan jego zdrowia i aplikowano odpowiednie leki. Dodatkowo komputer losował szczęśliwców, który zamiast wracać do domu kierowani byli przedwcześnie do Czwartego Filaru.
Na myśl o Czwartym Filarze Marta zadrżała. Mimo, że minęło tyle lat i odbyła już setki Leczeń Planowych w zakątkach jej pamięci nadal pozostały fragmenty tamtych wspomnień. Pourywane, poszarpane, jak migawki oglądane we śnie. Pamiętała jak pod blok podjechała kolorowa karetka Czwartego Filaru z napisem „By żyło się lepiej”. Ojciec krzyczał i próbował uciec sanitariuszom. Czy możliwe, że byli uzbrojeni? Pamięta jak wykrzykiwał nazwę jakiejś miejscowości. „Poświęcim” albo coś w tym rodzaju.
Gdy Urząd Nadzoru Wyznaniowego zdelegalizował kościół, Czwarty Filar wypełnił powstałą pustkę i stał się synonimem raju. Codziennie telewizja pokazywała spoty reklamowe Czwartego Filaru – uśmiechniętych ludzi przechadzających się po plażach, słoneczne Ośrodki Emerytalne i powiewające w rytm majestatycznej muzyki niebieskie flagi Unii. Mityczny charakter Czwartego Filaru potwierdzał fakt, że nikt kto do niego trafił nie chciał już wracać. Marta nie słyszała nawet, by ktoś wysłał kartkę do bliskich. To musi być raj – pomyślała.
Czwarty Filar pełnił bardzo istotną funkcję i był podstawą idei solidarnego państwa. Z jednej strony był nagrodą za życie spędzone na ciężkiej pracy. Z drugiej zaś osoby przechodzące do Czwartego Filaru zwalniały miejsca pracy młodym i gospodarka mogła się jeszcze wolniej kurczyć. W ostatnim roku udało się osiągnąć tylko 16% spadek gospodarczy, co było najlepszym wynikiem w całej Unii!
Mimo rzetelnej informacji na temat Czwartego Filaru Marta czuła ogromny niepokój. Dlaczego? Przecież jeszcze rano oglądała spoty reklamowe. Czy wspomnienia ojca są prawdziwe? Jak to możliwe, że jej pamięć sięgała tamtych czasów, skoro podczas Planowych Leczeń podawano jej regularnie Memoranul, by nie zaprzątała sobie głowy przeszłością i myślała pozytywnie.
- Mamusiu, to boli! Nie ściskaj mi ręki tak mocno.
- Chodźmy synku do domu, chodźmy.

Karty kibica

Nasza lokalna drużyna awansowała do ekstraklasy i postanowiłem zabrać syna na mecz piłkarski. Na stronie internetowej klubu wyczytałem, że bilety można kupić w pobliskim hipermarkecie.Pobiegłem zatem z rana prosto do kasy. Już wyciągałem gotówkę, gdy Pani zażądała ode mnie karty kibica. Przyzwyczajony do wiecznego odpytywania o program skarbonka czy klub Premium tudzież Vitaj odpowiedziałem automatycznie- Nie mam i nie chcę.

Odpowiedź pani rozbudziła mnie jak mocna kawa.

- To nie kupi Pan biletów.

Na początku się trochę wściekłem, ale przypomniawszy sobie skandaliczne zachowania na stadionach i wojnę wypowiedzianą kibolom przez premiera Tuska zacząłem główkować. Słusznie! Przecież dzięki takiej prostej karcie kibica na stadionach wreszcie zapanuje spokój i powszechny szacunek pomiędzy kibicami przeciwnych drużyn.

Okazało się, że kartę kibica można wyrobić w siedzibie klubu przy stadionie. W te pędy pognałem więc na stadion, znalazłem kasę biletową oraz punkt wyrabiania kart kibica. Ale ale, to nie byle jaki punkt! W pokoiku o wymiarach 3 na 2 metry naliczyłem 3 laptopy, dwa komputery stacjonarne, cztery drukarki oraz skaner. Sprzęt wystarczający do wyliczenia trajektorii lotu promu kosmicznego. Myślę – nowoczesne Państwo! I wszystko kupione zapewne za półdarmo dzięki pomocy unijnej!

Wypełniam więc wniosek o wydanie karty kibica. Okazuje się, że mój syn – mimo, że młodociany – też kartę kibica musi posiadać. Słusznie, myślę! Będzie bezpieczniejszy na stadionie. Wypełniam więc dwa wnioski o wydanie karty kibica i po odstaniu dziesięciu minut w kolejce wreszcie dochodzę do okienka.

- Proszę wypełnić numer PESEL. A gdzie ma Pan zdjęcia?

Cholera, nie pomyślałem. Przecież to oczywiste – jakie bezpieczeństwo zapewni mi karta kibica bez numeru PESEL oraz bez zdjęcia. Wsiadam więc w auto i jadę do domu po zdjęcia pełen podniecenia, że będziemy mieli karty kibica! Wracam, a tu kolejka już urosła do dziesięciu osób. Słusznie, myślę. Gdyby tak każdy z tych ludzi wchodził na mecz bez karty kibica to czułbym się zagrożony. Odstałem moje pół godziny w kolejce zastanawiając się nad genialnym pomysłem karty kibica. Moja kolej!

- Proszę dowód osobisty.

Mam!

- A dowód syna? – pyta miła Pani.

- Syna? On niepełnoletni jeszcze jest.

- To skąd mam wiedzieć, że podał Pan dobry numer PESEL? – pyta grzeczna, ale trochę podirytowana moją ignorancją pani.

Słusznie! No bo przecież mogłem ten numer PESEL syna wymyślić i przez to karta kibica przestałaby roztaczać nad nim opiekę.

- Co zrobić? – pytam skołowany.

- Musi Pan donieść dokument z numerem PESEL – na przykład paszport.

Jasne! Paszport! Ale jestem głupi! Jadę po kartę kibica bez paszportu! Dziękuję zatem Pani i wracam przez całe miasto drugi raz do domu po paszport. Paszport – jest, zdjęcie – jest, podanie o kartę kibica – jest. Wspaniale! Wracam na stadion.

Tam kolejka znowu urosła, sporo w niej młodzieży, a nawet dziewcząt. Teraz czuję już pełnie siły karty kibica. Jak tu czuć się bezpiecznie na stadionie, gdyby te wszystkie czternastolatki weszły bez karty kibica. Po czterdziestu pięciu minutach oczekiwania jestem przy okienku. Podaję pani komplet dokumentów. Chwila niepewności … tak, udało się! Wszystko jest OK! Pani na miejscu drukuje karty kibica i prosi o 10 zł. Teraz rozumiejąc już jaka jest siła karty kibica 10 zł wydaje mi się sumą śmieszną. Na samo paliwo wydałem już dziś z 30 zł jeżdżąc tam i z powrotem pomiędzy stadionem a domem. Gdy już uiściłem opłatę nastąpiła jakaś skomplikowana operacja informatyczna. Cierpliwa na moją ignorancję Pani Krysia, wstukiwała coś długo w komputer.

- Proszę podejść do koleżanki – tam Pan kupi bilety.

Bilety, oczywiście! Głupi zapomniałem już, że wstając rano chciałem kupić bilety, a nie karty kibica. Przeszedłem więc do Pani Zosi metr obok. Pani Zosia odczekała kilkanaście sekund, aż jakieś ważne dane z komputera Pani Krysi zostaną przesłane na komputer Pani Zosi. Yes, yes, yes. Są jeszcze dostępne bilety! Zapłaciłem 80 zł i uradowany ucałowałem bilety oraz nieoczekiwane, ale jakże ważne karty kibica.

Teraz już czułem jak karty kibica wręcz promieniowały siłą i bezpieczeństwem. Czułem jak chronią nas one przed agresywnymi kibolami. Co za radość! Jeszcze raz zerknąłem na sprawny zespół składający się z Pani Krysi i Pani Zosi wyposażonych w najnowsze technologie informatyczne. Ha! Nie dość, że taka karta kibica zapewnia bezpieczeństwo to jeszcze stworzyła dwa nowe miejsca pracy i dała chleb specjalistom z polskich firm informatycznych!

Jadąc do pracy bogatszy o dwie karty kibica ze zdjęciami i numerami PESEL oraz dwa bilety pomyślałem sobie jakie farmazony powiedziałby o kartach kibica ten wariat Korwin. Że to kolejna licencja, że zwykłe ściąganie kasy, że ograniczenie wolności do oglądania meczów. Jak Korwin nie chce oglądać meczu to niech nie kupuje karty kibica. Ja doceniam to, że nasze Państwo dba o mnie, że nie muszę sam się martwić o bezpieczeństwo swoje i nieletniego syna. Czyż to błogie uczucie nie jest warte 10 zł? Rosnę dumny jak paw gdy sobie wyobrażę Starucha i jego bandę, która chce mnie i mojego nieletniego syna zaatakować. A ja dobywam karty kibica i jak agent FBI wołam „Stać, mamy karty kibica i nie zawahamy się ich użyć!” Czyż bezpieczeństwo moje i mojego nieletniego syna nie jest bezcenne? Jestem dumny z mojej karty kibica.Wieczorem spotkałem na parkingu przed domem sąsiada, który dumny biegł chwalić się czteroma nabytymi dziś kartami kibica. Jak to mądrze wymyślili te karty kibica. Gdyby Korwin rządził to pewnie bilety na papierowej rolce sprzedawałby jakiś szmaciarz bileciarz, Pani Krysia z Panią Zosią byłyby bezrobotne, firmy informatyczne by zwalniały ludzi, no i panowałby powszechny strach przed kibolami. A tak wszyscy są szczęśliwi, bezpieczni i powstają nowe miejsca pracy.